Dań kilka z chrabąszcza majowego

Dań kilka z chrabąszcza majowego

Skoro maj to i fruwające w tym okresie chrabąszcze, których wysyp przypada tak co cztery lata. Wynika to z ich cyklu rozrodczego. Choć same chrabąszcze są uważane za szkodniki i potrafią nieźle opędzlować drzewo ze świeżych liści, to nie one są najgroźniejsze, tylko ich larwa – pędrak – który przez trzy lata działa w ziemi niczym kosiarka pustosząc systemy korzeniowe zwłaszcza przy leśnych nasadzeniach. Tak też zbierać i raczyć się nimi możemy bez żadnych ograniczeń.

Choć przedstawimy Wam dzisiaj przepisy pod kątem bushcraftowym to receptura na zupę z chrabąszcza była już znana znacznie wcześniej i na jego opisy trafiamy w artykułach doktora Johana Schneidera z 1844 r., który nawet zalecał podawanie tego owada jako środka na wzmocnienie.

Leśne rzemiosło promo (prostokat)

ZBIÓR

Jak jest wysyp to wystarczy stanąć pod ich ulubionymi drzewami: klonem, dębem czy bukiem (czasem żerują na brzozie czy modrzewiu) i nałapać. Najlepiej pod wieczór. Latają od maja do początku lipca. Na pożywną zupkę potrzebujemy tak ze 30 sztuk. Uważajmy na chrabąszcza kasztanowego, jest on nieco mniejszy i mniej smaczny niż majowy.

 

WSTĘPNA OBRÓBKA

Wsypać chrabąszcze do wrzątku (by je możliwie szybko uśmiercić) i praktycznie jak tylko się zaparzą od razu wyjąć. Dosłownie po minucie czy dwóch.

Jak ostygną, należy pozbawić ich odnóży – łapiąc zapewne zwrócicie uwagę jak sprawnie owad potrafi się nimi do wszystkiego przyczepiać, a teraz wyobraźcie sobie, że takie odnóże czy dwa zaczepiły się w przełyku… można się zakaszleć. Jeśli planujemy z nich zupę to można też pozbawić je skrzydeł. Z tak przygotowanymi chrabąszczami przystępujemy do dalszej obróbki:

 

ZUPA

Przygotowane chrabąszcze rozcieramy na miazgę – tu może być pomocny okrągły kamień, który też wcześniej wyparzamy. Wrzucamy do garnka i gotujemy w bulionie – tutaj nie obędzie się bez kostki rosołowej kurzej lub wołowej. Same będą bez wyrazu. Gdy nabierze aromatu – odcedzamy pozostałości pancerzyków, a zupkę zagęszczamy. Na patelni (dekielku od menażki itp.) rozpuszczamy dwie łyżki masła, dodajemy łyżkę mąki i robimy zasmażkę. Dodajemy na patelnię kilka łyżek zupki, by zasmażkę rozcieńczyć, po czym całość przelać do garnka z zupą intensywnie mieszając. W przepisach można też spotkać porady, by ją wzbogacić żółtkiem – wówczas do kubka trochę zupki, wbijamy żółtko i całość dokładnie mieszamy, po czym przelewamy do garnka z zupą intensywnie mieszając.

Na ubogo – spożywamy z grzankami (czyli suchy chleb też się przyda)

Na bogato – smażymy wątróbkę, kroimy w plasterki, układamy na talerzu i zalewamy zupą. Można też spotkać warianty ze smażoną piersią gołębia czy przepiórki – to już dla smakoszy.

 

DESER

Na patelni roztapiamy trochę masła (lub na odrobinie oliwy) i wsypujemy chrabąszcze. Kilka razy przemieszamy, aż zaczną skwierczeć, poczym przekładamy na płaski talerz, tudzież kawałek kory czy kłody – jednym słowem trzeba sobie przygotować jakąś tacę.

Na patelnię wsypujemy pół szklanki cukru i dajemy łyżeczkę wody. Na małym ogniu roztapiamy cukier na karmel. Do karmelu wsypujemy chrabąszcze i podgrzewamy intensywnie mieszając, tak by owady pokryły się karmelem.

Całość przesypujemy z powrotem na naszą tacę i rozkładamy cienką warstwą do przestygnięcia. Uważać, bo karmel gorący i dodatkowo się przykleja – oparzenia murowane. W trakcie stygnięcia kilka razy przemieszać, by się jak najmniej posklejały.

I mamy świetną przekąskę na wieczór – idealna pod pewien zimny napój z jęczmienia doprawiany chmielem.

 

SZASZŁYKI DLA KONESERÓW

Nawlekamy po kilka chrabąszczy na cienkie patyczki (niczym wykałaczki tylko nieco dłuższe).

Na patelni roztapiamy masło (ostatecznie i oliwa może być) i jak się sklaruje dajemy szklankę miodu. Dodajemy po płaskiej łyżce słodkiej papryki, kurkumy i chili. Podgrzewamy na żarze by zaczęło lekko bulgotać i składniki dokładnie się połączyły, po czym układamy w tym nasze szaszłyki z chrabąszczy. Podsmażamy 20 minut co chwilę obracając na drugą stronę. Następnie wyciągamy na tackę i pozwalamy im nieco ostygnąć. Można zajadać zarówno na ciepło, jak i w formie zimnej przekąski.

I to na tyle w dzisiejszym artykule. Tak, też znam nazwisko tego Pana co zjadłby je na surowo i zasadniczo nic by się Wam nie stało – to tylko woda, 16% białka, 4% tłuszczu i 3,8% chityny, ale po co, jak można ze smakiem.

Tagged , , .

Artur to niespokojna dusza, która nie potrafi usiedzieć w domowych pieleszach. Zodiakalny "Baran" więc najbliżej mu do wojownika i przewodnika niż stonowanego dżentelmena. Szkolenia i obozy surwiwalowe organizował już w latach dziewięćdziesiątych jako instruktor ZHP, a później instruktor LOK. Jest założycielem klubu "Karkonosz", jednego z pierwszych w kraju klubów instruktorów surwiwalu. Organizator rozlicznych wypraw i spływów o charakterze bushcraftowym. Lubi się uśmiechać i dowcipkować, choć żart ma czasem ciężki jak niedźwiedzia łapa. Artur ma także zalety - umie słuchać i potrafi być dyskretny. Na szlaku uwielbia drzemać, ze swojej niedźwiedziej gwary wychodzi nierzadko przed południem. W redakcji magazynu Leśne Rzemiosło, trzyma pieczę nad tematyką leśnego gotowania, spływów oraz wypraw.

2 komentarze

  1. Lis Lis napisał:

    Te opisy są niesamowite, a wiedząc że znajdują potwierdzenie w rzeczywistości zdecydowanie wypróbuję w najbliższym czasie 😀 dzięki i pozdrawiam!

    • Artur Kordian Artur Kordian napisał:

      Miło słyszeć. Dodam od siebie że czasu mało bo za dwa trzy tygodnie chrabąszczy już nie będzie. I nie trzymaj się sztywno przepisów tyko sam coś od siebie pokombinuj. Powodzenia 😀 i daj znać jak wyszło.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 × 1 =