Jak zacząć wyprawy w teren?

Jak zacząć wyprawy w teren?

Patrzę na zaprzyjaźnione strony o tematyce bushcraft/surwiwal i czytam:

  • Spodnie w teren – jakie wybrać?,
  • Jak się ubierać ?,
  • Czy stuptuty dadzą radę?,
  • Tania kurtka na jesienne deszcze,
  • Odzież na wyprawy (z ogniem) – pomocy,
  • Który plecak?,
  • Nóż w polskie góry na sezon zimowy? itp., itd.

To tylko mały promil tematów z tysięcy zapytań. Wszystkie zaczerpnięte ze stron o tematyce surwiwalowej. Generalnie sprowadzają się do tematu jaki sprzęt wybrać na poważniejszą wyprawę do lasu i są pisane przez początkujących sympatyków surwiwalu i bushcraftu, którzy w znacznym stopniu temat znają z internetu, bądź fabularyzowanych filmów o tej tematyce, często sami coś próbowali organizując pełne emocji wyprawy do najbliższego zagajnika marząc, że odkrywają nieznany ląd (też tak robiłem), i właśnie do tych osób zwracam się w tym artykule.

Często paliliście z kolegami ogniska nad rzeczką, tudzież budowaliście szałas w sadzie za altaną, czy garażem sąsiada? Jesteście przyszłymi pasjonatami i szkoda, by wasz zapał zmarnował się w jałowych dyskusjach o sprzęcie. Ile osób, tyle będzie zdań. A tak na prawdę to nie od sprzętu zaczynamy wyprawy…

Tak naprawdę jak już siedzieliście, dziecięciem będąc, do późnej nocy przy ognisku, a wasi rodziciele wiedzieli co robicie i gdzie jesteście, to już zaczęliście właściwe przygotowanie do najdłuższych wypraw. I to było bardziej sensowne przygotowanie do wypraw niż zakup najlepszego i drogiego sprzętu.

Leśne rzemiosło promo (prostokat)

Mowa o tym ważnym szczególe : „ … wiedzieli co robicie i gdzie jesteście… ”.

Sprzęt to zapełnienie braków w naszym przygotowaniu, wiedzy i umiejętnościach w radzeniu sobie w terenie. Niemniej jego brak nie jest potwierdzeniem doświadczenia, a wręcz dowodem na lekkomyślność graniczącą z głupotą.

Człowiek, który po obejrzeniu kilkunastu filmów idzie na bosaka w las z nożem w garści, by przetrwać późną jesienią w terenie, jest po prostu… o umarłych nie wypada mówić źle, ale trudno się powstrzymać. Kto bardziej dociekliwy to już wie o czym mowa, a kto ciekaw, to sobie temat wyszuka w czeluściach internetu.

Przypomina mi się rozmowa z czasu pierwszych obozów surwiwalowych organizowanych przy współpracy z harcerzami, gdzieś z przełomu lat 1980/90, kiedy na pasjonatów bushcraftu patrzono jak na kosmitów i często mylono ich z wyszkoleniem randżerskim komandosów.

Pewna druhna (z tych instruktorek, co wiedzą wszystko najlepiej, bo skończyła szkołę) zapytała mnie:

– A jak byś wpadł do takiej studni, czy szybu o gładkich ścianach, złamał nogę i nie mógłbyś wyjść, to co byś zrobił ?

To miał być dowód na bezsens szkolenia surwiwalowego. Samo pytanie nie było, aż tak abstrakcyjne, bo w regionie Dolnego Śląska, gdzie żyję, okoliczne góry są tak usiane zapomnianymi sztolniami i szybami, że to jest całkiem możliwe.

Odpowiedziałem:

– O ile miałbym ranę to opatrzyłbym ją jednym z opatrunków jakie zawsze noszę po kieszeniach, zająłbym w miarę wygodną i bezpieczną pozycję i poczekał na pomoc od kolegów.
– Ale nikt by nie wiedział gdzie jesteś, to co byś zrobił ?
– Nie ma takiej możliwości, by nikt nie wiedział gdzie jestem.
– No, ale jak by nikt nie wiedział ?
– Właśnie na tym polega przygotowanie, że właściwe osoby muszą wiedzieć.
– A jak by nie wiedzieli?
– To byłbym ciapa, a nie surwiwalowiec i powinienem zdechnąć za własną głupotę.

Właśnie do tego dążę w temacie „Jak zacząć”, zacząć od domu!!!

Przede wszystkim, to zadbajcie, by wasi najbliżsi, czy znajomi, wiedzieli :

  1. gdzie się wybieracie
  2. z kim tam będziecie
  3. kiedy wracacie

To podstawa wszelakich wypraw choćby tych kilku-godzinnych na ognisko do lasu, by upiec kiełbaskę czy ziemniaki (kartofle tudzież pyry).

Jeśli zaczniecie od zabezpieczenia przed tym, co się nie zdarzy – to się nie zdarzy.

Wiem na przykładzie swego nastoletniego syna, że młodzi traktują to jak przysłowiową „smycz” czy „spowiadanie się rodzicom”. Bardziej dorosłe i samodzielne wydaje się ‘nie tłumaczenie’ gdzie, kiedy i z kim. Jak to bywa w takich sytuacjach – jest wręcz odwrotnie.

Brak pozostawienia u najbliższych (rodzina, przyjaciele, obsługa schroniska itp.) informacji gdzie się wybieramy, z kim, jaką trasą i kiedy wracamy to przejaw niedojrzałości (rzekłbym, że wręcz głupoty). Pierwszym przejawem dobrego przygotowania do wyprawy jest zabezpieczenie się jeszcze na poziomie „przed wyruszeniem” na ewentualny wypadek.

Jak mawiał Kubuś Puchatek :

„Wypadek to dziwna rzecz, nigdy go nie ma dopóki się nie wydarzy”.

Wobec czego, zanim się wydarzy, warto zabezpieczyć swój „odwrót” czy wsparcie.

W Szklarach koło Ząbkowic Śląskich też było takich dwóch odważnych, co weszli do szybu starej kopalni na chwilę… i siedzieli w nim 24 dni. Nawet linę mieli – tylko zapomnieli się nauczyć jak się wychodzi 15-20m z wykorzystaniem liny, wydawało im się, że ot tak „na rękach”. No to tego ‘wydawania się’ omal nie przypłacili życiem. Zasadniczo sprzęt potrzebny mieli, zabrakło przygotowania i zabezpieczenia. Od tragedii byli o włos, a wszystkiego można było uniknąć jednym krótkim zdaniem mówiącym: Gdzie, z kim i kiedy. Nawet Panom się wydawało, że przecież zostawili plecaki w miejscu noclegu, więc z pewnością ktoś się zainteresuje. I owszem zainteresowano się, z tym że dopiero po paru dniach, bo nie dali znać kiedy wracają (a nie zabrali ze sobą prowiantu) . Natomiast, że mogą być w szybie to ratownicy z Wałbrzysko-Kłodzkiej grupy GOPR zorientowali się jeszcze kilkanaście dni później tylko po tym, że brakowało przy plecakach liny i to nasunęło myśl, że trzeba poszukać tam, gdzie taka lina byłaby potrzebna. A wszelakich dziur w okolicach też jest nie mało.

Poza wspomnianymi powyżej punktami, przed wyjściem choćby na krótki spacer, warto zasięgnąć informacji o terenie, panujących warunkach, prognozie pogody. Stare góralskie porzekadło: „W Pana Boga wierz, ale Panu Bogu nie wierz” odnosi się właśnie do pogody.

Pamiętam z przed kilku lat jak prowadziłem wycieczkę szkolną na Śnieżkę – był ciepły majowy dzień. Jak grupa się zbierała przed pensjonatem, w którym mieszkali, to kilka młodych dam (liceum) strasznie się na mnie żachnęło, że zmusiłem je do powrotu do pokoi po kurtki. Kiedy kilka godzin później, w okolicach Domu Śląskiego, przyszło załamanie pogody i deszczowe chmury, to szybko się przeprosiły z tymi kurtkami. Zawsze bądźmy przygotowani na zimno i deszcz. Nawet w lato stulecia, a im bliżej gór, tym pogoda bardziej nieprzewidywalna. Na równinach z dala widać nadciągające burzowe chmury, w górach wychodzimy na przełęcz i nagle z jej drugiej strony masywu, wyrasta ściana deszczu, czasu tylko tyle, by nałożyć coś nieprzemakalnego.

Co się tyczy „pięknych okoliczności przyrody”, to współcześnie mamy duże ułatwienie przez ogólnie dostępną sieć internetową. Przy czym uczulam na weryfikowanie informacji zawartych w sieci, tu każdy może napisać co mu się podoba i nie koniecznie zgodnie z prawdą. Im więcej źródeł, tym większa szansa na rzetelność danych. Pozwoli to nam odpowiednio się przygotować do warunków i uniknąć niespodzianek – nie zawsze miłych.

Reasumując, na początek nim pomyślicie jak się wyekwipować – najpierw upewnijcie się, że wiecie gdzie idziecie i jakiej pogody (warunków) można się spodziewać.

Przed wyruszeniem upewnijcie się, że pozostawiliście wyraźną informację: Gdzie, z kim i kiedy.

Im mniej doświadczenia, tym lepszy sprzęt jest potrzebny, a z zasobami finansowymi na jego zakup jest wręcz odwrotnie. Też to przerabiałem i nadal czuję pewne niedobory. Na szczęście można obecnie kupić całkiem dobre wyposażenie za przyzwoitą cenę. Ale to oczywiście temat na inny artykuł.

Tagged , .

Artur to niespokojna dusza, która nie potrafi usiedzieć w domowych pieleszach. Zodiakalny "Baran" więc najbliżej mu do wojownika i przewodnika niż stonowanego dżentelmena. Szkolenia i obozy surwiwalowe organizował już w latach dziewięćdziesiątych jako instruktor ZHP, a później instruktor LOK. Jest założycielem klubu "Karkonosz", jednego z pierwszych w kraju klubów instruktorów surwiwalu. Organizator rozlicznych wypraw i spływów o charakterze bushcraftowym. Lubi się uśmiechać i dowcipkować, choć żart ma czasem ciężki jak niedźwiedzia łapa. Artur ma także zalety - umie słuchać i potrafi być dyskretny. Na szlaku uwielbia drzemać, ze swojej niedźwiedziej gwary wychodzi nierzadko przed południem. W redakcji magazynu Leśne Rzemiosło, trzyma pieczę nad tematyką leśnego gotowania, spływów oraz wypraw.

2 komentarze

  1. Damian napisał:

    Świetny styl wypowiedzi. Myślę, że sprawę meldowania o wyprawach doskonale obrazuje film 127 godzin. Chętnie będę zaglądał na tę stronę.

    Pozdrawiam szczerze serdecznie :)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

19 − siedem =