Chrzest i wodowanie Wydry

Chrzest i wodowanie Wydry

Była to złota, pachnąca dojrzałością jesień. Najpiękniejsza z pór roku, spowita pogodną zadumą pełną zrozumienia i ciszy, mądrze uśmiechająca się do opadających, złotych i purpurowych liści, w tym samym uśmiechu skierowanym do przemijającego porywu wiosennej młodości i rozkwitu lata. Najmądrzejsza z pór roku, zapatrzona w głębię tajemnic natury. Spokojna i świadoma, że znowu przyjdzie kwiecisty szych wiosny i znów bujna radość lata, by przygotować jej odwieczny powrót, powrót ciężarnej nowym płodem jesieni. Że znowu odda go światu, a sama, wolna już od trosk, zanurzy się w pogodzie rozmyślań. 

Z bladobłękitnego stropu zniknęły już dawno klucze żurawi. Odleciały stada ptactwa koczowniczego, a w wysokich koronach drzew wróble jeszcze do niedawna odbywały swe hałaśliwe wiece, jakoby naradzając się, czy zostać, czy też pofrunąć w ślad za tamtymi. Tuż nad brzegiem śniącego marzeniami jeziora, tam gdzie brzegi znikają, trzech przybyszów pośród traw i szuwarów złożyło swą łódź. Wyjąwszy kieliszki z wytartego, wełniano-skórzanego plecaka, nalali do nich czerwonego wina i rzekli:

„Płyń po jeziorach i rzekach, sław imię polskiego szkutnika, przynoś chwałę Leśnemu Rzemiosłu, nadaję Ci imię: Wydra”

Patrzyli przed siebie zamyśleni, jezioro cichutko bryzą im śpiewało, po czym wino wylali na łódź, troszkę do wody, jak i na cedrowe wiosła, a swe wargi ledwie umoczyli i wznieśli ochoczo toast. Zwodowali piękną, cedrową łódź i ruszyli na pierwszy kurs. Zachwyceni, czuli, jak wiatr myśli im rozwiewa, ulatujące nad taflą jeziora, by razem z nim zaczynać senną pieśń o pięknych snach w ramionach  czułości i o miłości ukrytej w jego głębinach, o nieprzetartych szlakach i wartkich kanadyjskich rzekach. Tak oto rozpoczęła się przygoda z nowym członkiem ich zespołu – Wydrą, cedrowym canoe.

_MG_3620a

Canoe to tradycyjna łódź wiosłowa Indian północnoamerykańskich. Niegdyś tego typu łodzie stanowiły ogromny wkład w eksplorację i podbój wschodnich obszarów kontynentu przez europejskich traperów, ułatwiały bowiem poruszanie się po bogatym w rzeki i jeziora kanadyjskim terenie. Bez tego wynalazku handel i eksploracja terenów byłaby niemożliwa, a przynajmniej szalenie ciężka. Pierwotnie, łodzie te kryte były korą brzozową lub skórami zwierzęcymi, a spoiny uszczelniane żywicą z dodatkiem tłuszczu niedźwiedziego. Canoe z kory brzozowej były niesamowicie lekkie, a tym samym łatwe do pełnego finezji przenoszenia pomiędzy ciekami wodnymi. Ich niewielkie zanurzenie pozwalało na poruszanie się nawet wzdłuż drobnych strumieni. Sposób wiosłowania wąskimi i wywrotnymi łodziami pomagał Indianom i traperom poruszać się cicho, niepostrzeżenie i szybko.

Szkielety canoe przeważnie budowano z gałęzi świerkowych, a z czasem zaczęto używać do tego czerwonego cedru. Poszycie z kory brzozowej zszywano korzeniami, naturalnymi wyrobami powroźniczymi lub jelitami zwierzęcymi, a w następnej kolejności uszczelniano je klejem z żywicy oraz tłuszczu. Wewnętrzne lico-kory zwykle znajdowało się po wewnętrznej stronie łodzi, natomiast warstwa zewnętrzna, często obficie malowana, stanowiła zewnętrzną gładź kory. Dziób – jak i rufę – uwieńczano na wpółokrągło, ze znacznym wychyleniem w kierunku wnętrza łodzi. Dzięki symetrii canoe, można było pływać w obydwu kierunkach; przy prostej zmianie osadzenia wioślarzy. Dzięki swej elastycznej konstrukcji, pozwalała na heroiczne pokonywanie porohów, a nawet mniejszych wodospadów.

Paul Calle - Voyageurs and Waterfowl

Łodzie tego typu używane były zwłaszcza na wschód od Gór Skalistych, głównie w regionie Wielkich Jezior. Po rzekach i jeziorach pływały przeróżne ich wielkości, od małych jedno i dwuosobowych, do poruszania się po mniejszych ciekach, aż po canoe towarowe używane przez Francuskich Voyageurs do transportu z Montrealu na północ zapasów dla traperów, a także z północy do Montrealu skór na handel. Ich pokaźne wymiary dochodzące nawet do 12-13 metrów, potrafiły zabrać na swój pokład dziesięciu wioślarzy, zapasy, sprzęt, dużą ilość skór… łączna ładowność dochodziła nawet do czterech ton!

Wydra to dwuosobowa łódź, powstała z zamiłowania i pasji do tradycyjnych canoe. Jej konstruktorem jest przesympatyczny, wesoły i ciągle rozgadany Radek. Swe narodziny miała nieopodal miasta Raciąż, w chacie zbudowanej nieopodal lasu. Wykonana w nieco bardziej nowoczesny sposób, bo prawie w całości z kanadyjskiego cedru, przy czym jej ręcznie wyplecione ławeczki z rafii niezwykle umilają podróżowanie. Duża ładowność – bo szacowana na 500 kg – niezwykła lekkość drewna cedrowego, pozwalająca na bezproblemowe przenoszenie jej na swych barkach, a także łatwość jej naprawy w przypadku uszkodzenia… to wszystko sprawia, że jest wprost idealnym kompanem do dalekich, pełnych przygód wypraw w dzikie ostępy.

Robert Griffing - The Long Journey Home

Według Indian, Wydra to wesoły i beztroski łobuz. Od najmłodszych lat ciężko jest go upilnować, jak i utrzymać w ryzach, gdyż zawsze znajdzie sposób, by wymknąć się spod kontroli swego opiekuna. To dlatego że wszystko robi po swojemu. Chciałby wszystko poprawiać i zmieniać, jednak przyznać mu trzeba, że reakcje ma zazwyczaj trafne. Ruchliwy, a zarazem skory do zabawy, nie ma problemów z nawiązywaniem nowych kontaktów i bardzo szybko zyskuje sympatię współtowarzyszy przygody. Zawsze jest pełen pomysłów i zaintrygowany wszystkim, co niezwykłe i godne fascynacji. Nie lubi, gdy poskramia się jego kreatywność ani inicjatywy, jest bowiem wyjątkowo inteligentny. Już od małego chce być samodzielny i niezależny, dlatego trzeba poświęcić mu zdecydowanie więcej uwagi i czasu niż czemukolwiek innemu. Wszechstronnie uzdolniona, uparta i przekorna Wydra potrafi z samozaparciem i konsekwencją bronić swoich racji. Wolny czas najchętniej spędza poza domem, a do życia potrzebuje nie tylko przestrzeni i powietrza, ale przede wszystkim – miłości i spokoju.

Przed Wydrą czeka wiele przygód, o których z pewnością Wam opowiemy. Już od wiosny, gdy puszczą pierwsze lody, zacznie przewozić Was podczas szkoleń i wypraw, a także odbędzie swą pierwszą dużą wyprawę 300 km za kołem podbiegunowym pod skrzydłami National Geographic Traveler. Mamy nadzieję, że wszechstronnie uzdolniona, uparta i przekorna Wydra, będzie nam długo służyć w leśnych ostępach. Jako że wolny czas najchętniej spędza poza domowym zaciszem, ale najbardziej potrzebuje wspomnianych wyżej uczuć, zazna w naszym kręgu tego, czego pragnie najbardziej. Zapraszamy tym samym do galerii zdjęć z chrztu i wodowania Wydry znajdującej się poniżej.

Tadeusz Dołęga-Mostowicz, powieść Ostatnia brygada, cz. 4, rozdz. VIII
Eugmar, Paul Calle – Voyageurs and Waterfowl, Robert Griffing – The Long Journey Home

Tagged , , .

Wychowując się na wsi, nauczył się wielu praktycznych rzeczy przydatnych w leśnym rzemiośle. Tomek uczęszczając do Technikum Rybactwa Śródlądowego w Sierakowie, wstąpił do ZHP, po czym szybko objął funkcję drużynowego w hufcu Międzychód. Od tego czasu zaczął organizować pierwsze zajęcia dla młodzieży, głównie z terenoznawstwa oraz surwiwalu. Następnie po przygodzie z wojskiem otworzył swoją szkołę, gdzie jako instruktor uczy organizacje paramilitarne sztuki przetrwania w tematyce S.E.R.E. Nie są mu obce prace rzemieślnicze, na swojej życiowej drodze zdobywa także doświadczenie w pracy z drewnem jako stolarz i cieśla. Tomek na łamach Leśnego Rzemiosła chętnie dzieli się z Wami wiedzą z dziedziny między innymi pracy w drewnie, połowów ryb, maskowania i tropienia oraz szeroko rozumianego bushcraftu.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1 × 3 =